Ultra Rzeźnik w garniturze, czyli jak mi się biegało po Bieszczadach

Ultra Rzeźnik w garniturze charytatywnie

charytatywne bieganie w garniturze | Stylowy Biegacz


autor: Dariusz Laksa, Stylowy Biegacz


Ultra Rzeźnik 2017

Charytatywny bieg w garniturze

Ultra Rzeźnik 2017 w garniturze

Charytatywne działania wymagają odwagi i poświęceń, a im wyżej zawieszona poprzeczka, tym bardziej jestem zdeterminowany!  Już sam fakt startu w Ultra Rzeźniku w garniturze był dość… hmm, specyficzny… 160 km trzykrotnie przekraczało maksymalny dystans  pokonany przeze mnie w biegu, ale właśnie to mobilizowało mnie jeszcze bardziej.

Amelka Suwała potrzebuje stałej rehabilitacji, więc nie miałem się nad czym zastanawiać. Każda kwota, która wpłynie na konto fundacji jest bezcenna… Za ukończenie tego biegu sponsor obiecał 2000 złotych na rehabilitację, więc nie mogłem odmówić.

Jak mi się biegło?

Sam start w tym biegu pokazał mi, że czasy, gdy na stadionie w sandałach przebiegałem kilometr w 2:46 lub, po 3 miesięcznej przerwie w treningach, kończyłem  maraton poniżej 3 godzin już nie wrócą. Czas spontanicznych startów bezpowrotnie odszedł, a Ultra Rzeźnik 2017 mi to uświadomił. Czasem tak już jest, że to lekcja pokory jest tą najwartościowszą.

Ultra Rzeźnik 2017 Charytatywny bieg w garniturze

Start o północy, z czołówką na głowie był czymś, co budziło dużą niepewność. Nigdy nie biegałem w takich warunkach. Pierwsza godzina biegu była moim zapoznaniem z leśną gonitwą w zupełnych ciemnościach. Niestety dość bolesne podkręcenie kostki uświadomiło mi, że to nie przelewki. Dla własnego bezpieczeństwa postanowiłem przejść do intensywnego marszu, szczególnie, gdy trasa wiodła w dół. Taka “zabawa” z pozostałymi zawodnikami trwała ok 4 godzin. Pod górę ostrym marszem mijałem kolejnych zawodników po to, by podczas zbiegów być przez nich minięty. Było to bardzo wartościowe doświadczenie i czas, by móc porozmawiać w innymi biegaczami. Dopiero o 4:00 nad ranem, gdy wzeszło słońce rozpocząłem ponownie bieg nie bojąc się o ponowne podkręcenie kostki. Kolejne 5 godzin pokonałem w towarzystwie dwójki kompanów, którzy samą swoją obecnością motywowali mnie do napierania naprzód. Mimo, że garnitur był coraz bardziej nasiąknięty potem, nie odczuwałem żadnego dyskomfortu. W końcu biegacz w garniturze jest mniej awanturujący się 😉

Bieg układał się pomyślnie. Na 65. kilometrze trasy dołączył do mnie mój biegowy przyjaciel Paweł, który wspierał mnie głównie milczeniem. Wiedział kiedy ma coś powiedzieć, a kiedy tylko cisza ułatwiała mi pokonywanie kolejnych kilometrów. Biegliśmy razem utrzymując moje tempo pokonując kolejne kilometry oraz kryzysy, które pojawiały się co jakiś czas.

Ultra Rzeźnik 2017 Charytatywny bieg w garniturze

Fenomenem tego startu był około 85. kilometr, kiedy to na około 15 minut minęły mi wszystkie dolegliwości, cały ból…  Poczułem ogromny przypływ energii i entuzjazmu, który Paweł będzie długo wspominał 🙂 Zafundowałem mu skok adrenaliny jakiego się nie spodziewał po tylu kilometrach moje cichego człapania. Od 87. kilometra znów rozpocząłem samotną walkę z dystansem, zmęczeniem, bólem i obawami o pogodę…

Ultra Rzeźnik 2017 Charytatywny bieg w garniturze

Dobiegając do kolejnego punktu pomiaru na 99. kilometrze wiedziałem, że zabawa się skończyła, a rozpoczęła walka o przetrwanie. Mimo, że już w tym momencie zdecydowałem się, że celuję w 140 kilometrów, to każdy kolejny kilometr, każde kolejne 100 metrów, a nawet każdy kolejny krok był okupiony coraz większym cierpieniem.

Ultra Rzeźnik 2017 Charytatywny bieg w garniturze

Ogromne zmęczenie powodowało brak rozeznania na jakim odcinku trasy jestem. Być może chęć dotarcia do mety powodowała podświadomie, że widząc mapkę profilu trasy dodawałem sobie dystansu. Pogoda się pogarszała, a zmęczenie było coraz bardziej doskwierające. Widząc kolejny punkt odżywczy człapałem w jego kierunku z zadowoleniem, że już coraz bliżej mety. Nic bardziej mylnego. W pełnym przekonaniu, że to 122km usiadłem na ławce, by uzupełnić zapasy wody. Informacja, że to dopiero 112. kilometr uświadomiła mi w jak wolnym tempie pokonałem ostatnie 12km. Na domiar złego zbliżała się burza.

Ultra Rzeźnik 2017 Charytatywny bieg w garniturze

Widmo biegu w przemoczonym garniturze, znowu po zmroku, zapewne w samotności przy świetle czołówki nie napawało mnie optymizmem. Po 30 minutach oczekiwania aż przestanie padać, postanowiłem wstać i rozchodzić nogi. Ta próba uświadomiła mi, że najrozsądniejsze co mogę zrobić, to zakończyć swój udział w tym jakże trudnym biegu. Rozsądek, którym się wykazałem uchronił mnie od wielu niebezpiecznych sytuacji, które mogły mnie jeszcze spotkać. Mogę śmiało powiedzieć, że tym razem brak doświadczenia w Ultra uratował mi skórę, a te 112 kilometrów które pokonałem biegnąc w garniturze dają mi wiele satysfakcji i powodów do dumy. Tym bardziej, że pomimo tego, że nie dotarłem do mety biegu, cel charytatywny został osiągnięty, a na konto fundacji Amelki sponsor przeleje obiecaną kwotę 2000 zł. na jej rehabilitację.

Dariusz Laksa Stylowy Biegacz bieganie charytatywne


Też możecie to zrobić wpłacając dowolną kwotę na konto Fundacji. Każda złotówka zbliża Amelkę do samodzielności!!!

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”

Alior Bank S.A.
42 2490 0005 0000 4600 7549 3994

Tytułem:
29006 Suwała Amelia darowizna na pomoc i ochronę zdrowia


Na koniec chciałem tylko napisać kilka słów do organizatorów biegu. OTK Rzeźnik…w tym roku „złamaliście mnie” – w przyszłym roku NIE POZWOLĘ NA TO!

Do zobaczenia!!!

Darek Laksa – Stylowy Biegacz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

2 myśli o “Ultra Rzeźnik w garniturze, czyli jak mi się biegało po Bieszczadach

  1. Amelcia Odpowiedz

    Jesteśmy po stokroć wdzięczni, za pomoc, za siłę, za determinację, nie potrafię się nadziwić nad tym dystansem. Szok! Mistrzostwo 🙂 Pozdrawiamy z Bawari, ortezy już prawie gotowe! Rodzice z Amelką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *